O skarpetkach na wesoło

Buszując w sieci natrafiłem na pewnym kobiecym blogu na wpis o tematyce skarpetkowej, który rozbawił mnie do łez. Cytuję:

Koniec smutków. Jest niedziela, słońce świeci, śniegu oczywiście nie ma ale i tak czas wybrać się na spacer. A przed wyjściem znalazłam coś co przyprawilo mnie o głupi smiech. Mam nadzieję że i Wy się uśmiechniecie 🙂

Jest to fragment autentycznego pamietnika faceta około „30”

„Jednym z moich problemów życiowych są skarpety. Problem
dziur w skarpetach, singli walających sie po szufladzie,
multikolorowości itd. Dość, powiedziałem. Komunizm jest
rozwiązaniem. Wyrzuciłem stare zróżnicowane społeczeństwo
skarpeciane i wprowadziłem nowe na jego miejsce. Kupiłem 10 par
identycznych czarnych skarpet. Dziura, ok, jedna leci do kosza
zastępuje ją druga. Brak pary, no problem, wszystkie są
biseksualne, mogą być lewymi i prawymi. Nie było już starych
panien, dziurawych wyrzutków bez przyszłości w szufladzie.

A gówno, powiedziały skarpety i wyszły z pralki w różnych
odcieniach czerni i porozciągane z różną intensywnością. O k****
mać, powiedziałem ja, gdy zobaczyłem to już wysuszone
towarzystwo. Zasrani hipisi. Ale się władowałem.

Faszyzm, tak faszyzm będzie wyjściem. Ten sam kolor, lepsza
jakość i różne serie takich samych skarpet. Było lepiej. Do
czasu. Zawsze z tej pieprzonej pralki wychodziły
zdekompletowane. I zawsze w liczbie nieparzystej. Było nieźle
dopóki nie zostało po jednej z każdej serii. Czy one są
kanibalami? A może mi spieprzają oknem?

Piszę ten tekst, bo znowu k**** siedzę dwóch różnych
skarpetach.”

Krzyś, dziekuję za ten tekst!

Inspirację do niniejszego posta zaczerpnięto z bloga http://rotterdam.blog.onet.pl

Zostaw odpowiedź