Chwyt poniżej… butów

Mężczyzna mężczyźnie może wiele rzeczy powiedzieć. Całkowicie bezkarnie. Okazuje się jednak, że są pewne dziedziny, o których w pewnych warunkach rozmawiać nie wypada. Nie wypada na przykład, aby mężczyzna mężczyźnie zadał pytanie „A dlaczego Panu tak z butów śmierdzi?” – szczególnie w sytuacji gdy
pytającym jest kupiec z hipermarketu, zapytanym zaś przedstawiciel dostarczający doń swoje towary. Całą sytuację opisuje Marek Wojciechowski na swoim blogu.Wypada czy nie wypada – pytaniem tego rodzaju dostawca towarów poczuł się na tyle zbity z pantałyku, że uciekł z hipermarketu czym prędzej, jak pies z podkulonym ogonem, podpisawszy niekorzystną dla siebie umowę, bowiem nie był w stanie skupić się skutecznie na prowadzonych z kupcem negocjacjach. Marek Wojciechowski sugeruje, że zachowanie kupca wynikało z braku kultury. Ja powiem więcej: zachowanie kupca wynikało z faktu, iż kupiec ów nie był świadomy, że w Polsce w XXI wieku z butów wcale nie musi śmierdzieć. Z historii wynika również taki morał: tego faktu nie był świadomy także dostawca towarów.

Nie wiemy czy kupiec blefował (smród z butów mógł być prawdziwy lub wymyślony specjalnie na potrzeby podpisania korzystnej dla hipermarketu umowy). Nie wiemy też, czy dostawcy z butów śmierdziało faktycznie czy też nie. Jedno jest pewne: gdyby dostawca nosił skarpetki ze Skarpetkowa – spokojnie zdjąłby swoje buty na oczach przerażonego kupca i uświadomił go co ma na nogach i dlaczego. Kupiec zamiast kierować swoje myśli ku podpisaniu korzystnej dla hipermarketu umowy skoncentrowałby się na powstrzymywaniu niekontrolowanego odruchu opadającej po same kolana własnej szczęki. Dostawca triumfująco wyszedłby z podpisaną dla siebie korzystną umową. Po drodze zahaczyłby o gabinet dyrektora hipermarketu, informując go o niesubordynacji podwładnego, grożąc jednocześnie hipermarketowi procesem o naruszenie dóbr osobistych. Zdjęte na oczach dyrektora skarpetki zostawiłby mu na biurku w charakterze dowodu rzeczowego, na co dyrektor zareagowałby propozycją podpisania aneksu do umowy, zmieniając ją na jeszcze bardziej korzystną dla dostawcy. Dostawca z satysfakcją propozycję tą by zaakceptował, po czym z godnością opuściłby hipermarket.

Niestety stało się inaczej. Dostawca nosząc skarpetki byle jakie i pierwsze lepsze z brzegu, zapłacił za nie o wiele drożej niż przypuszczał. Został wmanipulowany w niekorzystną umowę. Nie wiemy czy nie straci przez to pracy. Być może wyląduje na przysłowiowym bruku i będzie jak w znanym dowcipie: będzie się zastanawiał „Boże, Boże dlaczego!?”, na co usłyszy z góry gromkie „A bo cię k… nie lubię!”.

1 odpowiedź do “Chwyt poniżej… butów”

  1. Piere  on Październik 12th, 2008

    Zaden facet nie powinien brać niczego co jest pierwsze z brzegu


Zostaw odpowiedź